Scena Kameralna

Marsz, marsz Gombrow... ski

Białostocki Teatr Lalek

Marsz, marsz Gombrow... ski

„Postrachem całej okolicy tak zasiedziałej i dostatniej był zbir, hulaka i zbójca pod nazwą Huligana." Tak zaczyna się Szczur, jedno z wcześniejszych i bez wątpienia najciekawszych opowiadań Witolda Gombrowicza, na którego tekście oparty został najnowszy spektakl BTL Marsz, marsz Gombrow...ski. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że podobnie zaczyna się sam spektakl. Austriacki reżyser, Christoph Bochdansky, odczytał „naszego" Gombrowicza na swój własny, niepowtarzalny sposób. Dodając do tego autorską, oryginalną scenografię, stworzył spektakl niezwykły, intrygujący i godny polecenia zarówno wielbicielom Gombrowicza, jak i tym z młodych widzów, którzy go jeszcze nie poznali.

Christoph Bochdansky (reżyser):
Co robi Austriak, gdy przyjeżdża do Polski i inscenizuje opowiadanie Witolda Gombrowicza?
Świetnie się bawi.
Może połączyć wielki talent teatralny polskich aktorów z zagadkową absurdalną historią wspaniałego polskiego autora.
Przy wesołym żartobliwym puszczaniu oka rozwinęła się sztuka w sztuce, która opowiada historię strasznego, ale lubianego przez ludzi Huligana, który trafia do więzienia i przez szczura traci witalność i siłę.
Znalazłem tu dużo humoru i korzystałem z każdej okazji, aby jak najwięcej z tego przekazać Wam, Szanowna Publiczności.
Dziękuję serdecznie i dobrej zabawy.

 

Eksperymenty ze szczurem. I Gombrowiczem

Wyobrażacie sobie "kolebiącą rozlewność usposobienia zbója"? Raczej trudno. Ale nie po wizycie u lalkarzy. Ta ekipa, bez scenografii, potrafi zagrać nie tylko rozlewność - ale i zmurszały dwór, czy pożeranie serc. Przy okazji jeszcze nic nie tracąc z Gombrowicza. Najnowszy spektakl w Białostockim Teatrze Lalek to niewiarygodna hybryda: sztuka w sztuce, komiczny przekładaniec - autorskich tekstów współczesnych i tych z opowiadania "Szczur" Gombrowicza.

Mamy więc opowiadanie Gombrowicza - "Szczur" - napisane z właściwą autorowi prześmiewczą nutą, kpiącą z wszystkiego co w polskości napuszone, egzaltowane, nadęte. Bohater "Szczura": zbój Huligan, osobnik- zacytujmy Gombrowicza -wykazujący się "specyficzną masywnością i szerokością natury - rozległością duszy - kolebiącą rozlewnością usposobienia. (...) natura szeroka, nie uznająca ciasnych zakamarków i lubiąca popić (...)". Kolejny bohater "Szczura" to sędzia Skorabkowski, sfrustrowany nadmierną rozlewnością okolicy. W końcu decyduje się "zwęzić" Huliganowi szerokość myślenia, łapie go i postanawia odmienić jego naturę.

Tyle Gombrowicz.

Ale obok Gombrowicza na scenie dzieje się coś jeszcze - co tekst sprzed 60 lat uwspółcześnia, dopełnia. To historia o tym, jak pewna XXI-wieczna ekipa teatralna "Szczura" próbuje zmontować, jak przy tym kręci nosem, jak się czasem wczuwa, a jak czasem jej się nie chce, jak się buntuje reżyserowi, a za chwilę nabiera pokory. I jak przy okazji montowany spektakl obnaża łączące aktorów relacje.

I właśnie ów autotematyzm jest w spektaklu "Marsz, marsz Gomb...rowski" najciekawszy - pokazywanie teatralnej podszewki, układu sił, tych wszystkich spojeń, podskórnego scenicznego życia, animozji między aktorami, emocji, które buzują i wyłażą w najmniej spodziewanych momentach... Spektakl żyje własnym życiem - jest jak labirynt, ma swoje poboczne wątki, dygresje, odchodzi od głównej osi (którą jest wszak historia Huligana), rozpełza się na boki. A wszystko to z powodu aktorów, którzy wymykają się reżyserowi - Narratorowi (Wiesław Czołpiński) spod kontroli, improwizują na całego, dają się ponieść natchnieniu... I już nie wiadomo, gdzie kończy się tekst sztuki, a gdzie zaczyna się teraźniejszość.

Taka to już właściwość i uroda tego spektaklu zabawnego i podanego widzom z lekkością i finezją. Cóż tu są za improwizacje i sceny przekomiczne, cóż to za figury zapełniają scenę! Zbój Huligan to rozmamłany osobnik w dresach (świetny Ryszard Doliński). Sędzia Skorabkowski (znakomity Zbigniew Litwińczuk) to jego przeciwieństwo - zawistnik w szlafroku z chytrą miną. Reszta aktorów też nie pozostaje w tyle - czy to mająca aspiracje Maryśka, w której podkochuje się Huligan (Izabela Maria Wilczewska), czy Ksawery, służący sędziego (Artur Dwulit), czy tajemnicza kobieta, dawna gwiazda teatru, która trzyma się z boku, nie zamierzając się bratać z pospólstwem (Sylwia Janowicz -Dobrowolska).

Całe to towarzystwo serwuje szeroki arsenał min i gestów - jak na gombrowiczowski tekst, wyszydzający polskie gęby, miny, upupianie - przystało. Gombrowicz kpi z tych wszystkich polskich słów napuszonych, polskich póz, strachów, obsesji, egzaltacji, z tej naszej nadętej polskości, z tych gęb umęczonych, które sobie przyklejamy. I jak zwykle okazuje się uniwersalny - nadal jesteśmy tacy sami, przyjmujemy pozy, choć już we współczesnym anturażu. Huligan XXI-wieczny ma ciuchy blokersa, Maryśka jest pannicą w legginsach, która nie daje się wtłoczyć w rolę pani Huliganowej i kucharki, bo - jak mówi - tipsy się jej złamią... A Narrator - neurotycznym inteligencikiem, który poszukuje nowego bohatera, wspomagając się pigułkami. Dodajmy jeszcze, że w finale pojawi się jeszcze jedna postać, która nieco w stylu "Misia" Barei może na swój sposób uosabiać polskie przypadłości. Ale to już niespodzianka.

I tylko zaskakuje fakt, że spektakl wyreżyserował Christoph Bochdansky, znakomity lalkarz austriacki (on też stworzył lalki do spektaklu). Twierdzi, że Gombrowicza czyta dopiero od dwóch lat, a "o Polsce w ogóle nie ma pojęcia, ani o polskich cechach". Tymczasem stworzył spektakl - choć z pozycji cudzoziemca - inteligentnie wychwytujący polskie niuanse, żartobliwie puszczający oko do widza, i utrzymujący absurdalny klimat.

By wszystkie te niuanse wyczuć, by spektakl nie ugrzązł w niezamierzonej sztuczności - trzeba dobrych asystentów (Paweł Chomczyk, Laura Słabińska), komitywy z zespołem, dobrego tłumacza. Skądinąd jeszcze przed premierą Bochdansky podkreślał ich rolę i mówił "Gazecie": "chciałem stworzyć system, w ramach którego aktorzy sami mogą wyrazić swój stosunek do polskiej mentalności. Bez ich współpracy przedstawienie nie byłoby takie, jakie jest. To, co widzowie zobaczą na scenie to wypadkowa pomysłów i dygresji moich, jak i całego zespołu".

Jeśli takie sceny jak: w wymyślny sposób usadzanie więźnia po turecku, dyskusje nad rodzajem knebla, czy opracowywanie metody siadania na kulawym stołku powstały wskutek burzy mózgów - to ja poproszę o więcej takich wspólnych eksperymentów.

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 5.05.2010

 

Bilety: 30 / 20 zł

Event Properties

Event Date 21-10-2012 | 0:00
Capacity Unlimited
Registered 0
Individual Price Free
Location Scena Kameralna
Reżyseria
Christoph Bochdansky (Austria)
Współpraca reżyserska
Paweł Chomczyk
Asystent reżysera
Laura Słabińska (ATB)

Sylwia Janowicz - Dobrowolska

Szczur

Izabela Maria Wilczewska

Marysia

Ewa Żebrowska

Nadszczur

Wiesław Czołpiński

Narrator

Ryszard Doliński

Huligan

Artur Dwulit

Ksawery

Zbigniew Litwińczuk

Skorabkowski

Sprzedaż biletów zakończona
Image
COPYRIGHT © 2019. Teatr powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu
Projekt: Adam Żebrowski    |    Wdrożenie: Flexi Design